Hotel Miodowy w Dzierżoniowie to nasza kolejna przystań w podróży. Jak było – już relacjonuję. Zacznijmy jednak od początku.
Na wstępie chciałbym podkreślić, że nie ja wymyśliłem nazwę hotelu, ale cała recenzja nie uniknie pszczelich konotacji. W każdym razie o tym, że tam zmierzamy już informowaliśmy, jednak z dziennikarskiego obowiązku zdjęcie rezerwacji:

Hotel Miodowy w Dzierżoniowie
W Dzierżoniowie nie ma zbyt wielkiego wyboru w kwestii hoteli. Zapewne ten brak konkurencji w połączeniu z pandemią sprawił, że wrażenia nasze były takie, a nie inne. W każdym razie Hotel Miodowy w Dzierżoniowie ma dosyć dobre położenie. Ja osobiście widząc to na mapie:

mam jednak pewne wątpliwości.
Nie wiem, czy koledze wybierającemu hotel bardziej podobała się odległość do przychodni, czy na cmentarz. Tak czy inaczej odpycham od siebie myśl, że rano będę chciał zostać klientem jednego lub drugiego. Możliwe, że jednak urzekło go sąsiedztwo przybytku dla miłośników „nektaru” w nadmiernych ilościach, czyli aresztu.
Po dotarciu na miejsce okazuje się, że z zewnątrz Hotel Miodowy robi niewątpliwie dobre wrażenie. Dla gości do dyspozycji jest spory parking (zamykany), jest też altana dla gości – cenny dodatek w tych czasach, gdy z klientami lepiej nie zamykać się w zamkniętych pomieszczeniach.
Parkujemy, wkraczamy i się zaczyna.
Sprowadzeni na ziemię
Szybko dochodzę do wniosku, że Hotel Miodowy w Dzierżoniowie to trochę takie miejsce, o którym zapomina świat i samo zapomina o świecie. Np. o tym, gdzie wystawia ofertę noclegów. Nasz pobyt zaczyna się od tego, że naszego pokoju nie ma. Już „uszami” wyobraźni słyszę „nie mamy Pańskiego pokoju i co nam Pan zrobi” ale rozmowa toczy się w innym kierunku i jednak zostajemy. W konsekwencji musimy obniżyć wymagania co do pokoju.
Jeśli myślicie, że przez taką wpadkę ktoś proponuje nam rabat na pobyt, aby zatrzeć złe wrażenie, to nie tkwijcie w błędzie, tu nic takiego się nie wydarzy. To, jak się domyślacie, ustawia całość naszych obserwacji. W podróży zasadniczo wszystkie niedociągnięcia zbywamy ironią i śmiechem. Jeśli jednak wy nie macie takich wrodzonych zdolności i rośnie Wam ciśnienie w takich sytuacjach, omijajcie to miejsce – zaoszczędzicie na lekach.

Nasz pokój w Hotelu Miodowym
Hotelowym korytarzem docieramy na sam jego kraniec. Na korytarzu przed naszym pokojem akurat toczy się jakaś akcja remontowa, albo raczej zawisła w próżni. Rozebrana spora część sufitu i zwisająca folia – od tej pory w dowolnym momencie poznam, że jestem pod dobrymi drzwiami.
Po wejściu do pokoju czuję się trochę jak Alicja, która wpadła do króliczej norki. Nie żeby otaczały mnie cuda, jak to w norkach nie uświadczysz ani przestrzeni, ani nadmiaru czystości.

W każdym razie truchła pająków w szafie, na wpół wyrwane ze ścian gniazda, czy plamy na ścianie nie robią najlepszego wrażenia.
Zestaw „wodowy”, bo kawowego brak, siłą rzeczy ograniczony jest do owych wód i szklanek. Co przypomina mi niegdysiejszą wyprawę do hotelu SPOŁEM w Warszawie, gdzie czajnik był dostępny jedynie na recepcji pod czujnym okiem ochrony.

Łazienka
Gdy już wiem, jak wyglądają dzierżoniowskie 3 gwiazdki w pokojach. w łazience nic mnie nie zdziwi. Chociaż oddać trzeba uczciwie, że jest czysto. Standard bez zarzutu jak w lata 80-te ubiegłego wieku. Na dzisiejsze niestety to za mało.

Jedynym jasnym punktem w tym mroku są kosmetyki ,na których nie uświadczam, jakże modnego ostatnio napisu, „made in PRC”. Są one rozsądnej jakości, po komplecie na głowę. Wspominam o tym, gdyż ostatnio w hotelu Radison BLU, teoretycznie z drugiego końca skali, usłyszałem, że w dwójce przewidziano tylko jeden taki komplet.

Po południu spotkanie biznesowe
Tu duży plus jaki zdobywa Hotel Miodowy w Dzierżoniowie – w czasach pandemii możliwość spokojnego poprowadzenia rozmowy na otwartym powietrzu, w altanie, daje pewien dodatkowy komfort. Pomimo, że czystość jest tu taka, jak w pokoju. Do tego serwowana kawa i herbata, czy co kto woli, sprawia, że inne niedogodności trochę mniej bolą.
Płonne nadzieje na ciepły posiłek
Będzie okazja by spróbować hotelowej kuchni. Nasz lokalny „przewodnik” gorąco do tego zachęca, podobno jest na dobrym poziomie. Podobno, bo ja niestety nie dostępuję tego zaszczytu. Staję przy barze, mówię czego mi trzeba, rzucam okiem i już wiem, że kuchnia zamknięta. Pomimo wcześniejszych zapewnień, że zamykają ją pół godziny później. To chyba tutaj standard. Dzierżoniów to nie centrum regionu, ale jeśli w pizzerii „sieciówce” słyszę, że pół godziny przed zamknięciem to mam się sam pofatygować po pizzę, to wiele wyjaśnia. W jednej z okolicznych żarłodajni, już na początku rozmowy, słyszę lekko zabawne:
„co, w hotelu kuchnia zamknięta!?”
W tej sytuacji można podziękować przeznaczeniu, że w czasach zarazy napompowało Orlen. Kto nie chce iść spać głodny, wybiera spacerek na stację paliw po hot-doga (albo dwa). Krótki spacerek.
Egzamin z wieczornego karmienia hotel oblewa, za to trunki można zamawiać jeszcze długo. Ot profil działalności skierowany na lokalnego odbiorcę. Taki już urok lokalnego hotelu – do baru, jak do kwiatów zlatują się okoliczne pszczoły rodzaju męskiego. Tak, wiem, że w przyrodzie nazywa się ich trutniami. Bynajmniej zlatują nie po to by, że tak brzydko powiem, się nażreć a raczej obeżreć, nektaru… bogów.
Trudno, muszę poczekać z werdyktem do rana, na śniadanie, które mamy w cenie.
Po porannych ablucjach czas wyruszyć na stołówkę.
Śniadanie w Miodowym
Jednym nie jestem zaskoczony, że na śniadaniu obecny jest miód, a w zasadzie trzy rodzaje, w tym nieznany mi dotychczas miód z cynamonem. Przyzwyczajony do większych hoteli zaskoczony jestem, że po 8-ej rano na stołówkę wchodzimy sami i sami na niej pozostajemy. Gdy patrzymy na szwedzki stół więcej niż pewnym jest, że reszta już tu była. Widocznie same ranne ptaszki, teraz to ja zaczynam czuć się jak truteń.

Po tym, jak przez chwilę przekonujemy obsługę, że jednak jajecznicę byśmy zjedli, zasiadamy do stołu. Skromny szwedzki stół był po prostu zjadliwy. Towarzysz pyta czy chcę kawę, wskazując na słoik pełen rozpuszczalnych ziarenek. Ja niestety takiej nie pijam, w drodze do domu wypiję jakąś z automatu.
Kawa z ekspresu w hotelu Miodowym
jest osiągalna w restauracji lub z ekspresu przy recepcji, ja do niego jednak nie startuję. Dzień wcześniej w niezbyt zatłoczonym hotelu przywitał mnie tam komunikat o zapełnionej tacce na skropliny i pojemniku na fusy. W tej sytuacji jedyna myśl to taka, że nie często się z niego korzysta. Może nie do końca zgodna z rzeczywistością, ale odczucia to odczucia.
Szczerze mówiąc w trakcie całej wizyty mam nieodparte wrażenie, że traktuje się nas jak persony, które zaraz zwiną piwo, uciekną z kuflem i popielniczką. Z tego schematu wyrywają się gotujące tam Panie, które w niewymuszony sposób potrafią być uprzejme. Bez tego wytresowanego ą, ę z hotelowych sieciówek. Ot taka zwykła ludzka życzliwość. Dlatego już siedząc w pokoju i myśląc o co chodzi mówię „to jest ciut podrasowany hotel robotniczy”.
Hotel Miodowy w Dzierżoniowie dla „robotnic”,
który jakimś cudem te trzy gwiazdki dostał. Chyba, że są jakieś specjalne gwiazdki dla tego typu hoteli. Gdybym bowiem założył, że to hotel robotniczy, to musiałbym napisać, że w takiej klasie błyszczy standardem.

Wszystko zaczyna się układać w spójną całość; klientela przedkładająca napitek nad strawę, goście, którzy zapewne zjedli śniadanie przed wyjściem do pracy i podejrzliwe spojrzenia. My tu po prostu jesteśmy jak jakieś stwory z cyrku.
Istnieje też inna możliwość, związana z naszym „niespodziewanym” chociaż rezerwowanym pobytem. Zakwaterowano nas w pomieszczeniu dla służby, o przepraszam… obsługi.
Podsumowanie
Jeśli ktoś uważa, że się czepiam, że to mniejsza miejscowość, powinien mieć świadomość, że jeśli chce się być produktem pod tytułem 3-gwiazdkowy hotel, to niestety trzeba spełnić pewne podstawowe oczekiwania. I nie ograniczają się one do ilości metrów kwadratowych pokoju, butelki wody i kosmetyków horeca. Jeśli tego brakuje, wystarczy przekształcić nazwę na dom weselny czy zajazd. Chociaż szczerze mówiąc, widziałem zajazdy deklasujące takie hotele – np. pewien skromny, przyjemny zajazd pod Poznaniem .

Podsumowując, gwiazdek dwa razy więcej niż rolek papieru toaletowego w łazience.
0 komentarzy