Radisson Blu w Warszawie, co niektórym lepiej znany jako Sobieski, to taka mała legenda. Oczywiście nie na miarę Bristolu.
Wciąż gdzieś głęboko chowam marketingowy obraz Sobieskiego, który stanowił wymarzoną destynację w czasach, gdy w TV królowała „Randka w ciemno”
Dzisiaj, jeśli nie jesteś świadomy zmian, jakie przeszedł hotel przez te lata, możesz być uczestnikiem bardzo rozczarowującej edycji tej randki. Ja zostałem ostrzeżony o ikea-zacji tego hotelu i o tym, że śniadanie odpłaci mi to z nawiązką. Niestety. nie odpłaciło.
Promocja w Radisson Blu w pociągu złowiona
Moje plany na kolejny dzień w Warszawie nabrały ostrych kształtów dopiero w momencie, gdy już zasiadłem w pociągu. Zacząłem szukać przytułku położonego blisko biznesowych partnerów. Szybko trafiłem na Sobieskiego – sprawdziłem, że dobra lokalizacja, atrakcyjna cena i po chwili pokój już był zarezerwowany. Otrzymałem przy okazji propozycję zajęcia pokoju o wyższym standardzie niż ten przeze mnie wybrany (bez dopłat, w ramach programu Genius, o którym przeczytasz w artykule: Jak tanio rezerwować hotele).
Dwa razy nie trzeba mnie prosić, abym przeskoczył za darmo do pokoju wyższej kategorii.
Zapamiętajcie ten moment, to jeden z niewielu pozytywów jaki znajdziecie w tej recenzji.
Pobyt w hotelu Radisson, znanym jako Sobieski
W recepcji zadbano o bezpieczeństwo gości. Płyn do odkażania, wyraźnie wyznaczone strefy gdzie się ustawiać, wszystko jak należy. W windach również znajdują się naklejki na podłogach sugerujące, że powinny nią przemieszczać się dwie osoby odwracając się do siebie plecami.
Pochwalić należy również przytomność hotelowej recepcjonistki, która widząc dwóch chłopów (tę podróż odbywałem z kolegą) wolała upewnić się, czy aby na pewno chcą spać w jednym łóżku. Jeśli często gościsz w stolicy, to zapewne rozumiesz, że trzeba tam mieć już pewną cywilną odwagę, by zadać takie pytanie.
Do pokoju docieramy długim korytarzem.
Jaki dostaliśmy pokój?
Gdyby nie zwracać uwagi na detale, pierwsze wrażenie w miarę pozytywne. Jednak przecież to owe detale zdecydują jak będziemy wspominać pobyt w tym pokoju. Łóżka są wygodne, pokój nie przyprawia o klaustrofobię.

Z mojego punktu widzenia i potrzeb, na plus zaliczam obecność akcesoriów do prasowania (deska + żelazko) i czyszczenia obuwia.
No to po kropelce
Woda w butelkach to standard, ale dlaczego są to plastikowe butelki? W tej klasie nie uchodzi. Mamy też czajnik i pierwszy duży zgrzyt…
…w pokoju wita nas ten zestaw kawowy czy herbaciany. Mam dylemat, bo niestety rozpoznaję to zazwyczaj po kawie lub herbacie.

- R1: nie ma kawki?
- R2: może mamy pić wrzątek?
- R1: może?
- R2: dzwoń na recepcję i się dowiedz?
- R1: O.K. wypróbujmy to ustrojstwo.
Mówiąc to mam na myśli mam telefon. leżący na biurku. Wcześniej jednak sięgam do szafeczki pod czajnikiem.

Dzięki temu już wiem, że będzie gdzie chłodzić. I co zapewne dla wielu istotne hotel zalicza pierwszy, istotny „test otwieracza”.

Wracając jednak do telefonu. Konia z rzędem temu, kto wymyśli, jak tym czymś (mam nan myśli telefon hotelowy) połączyć się z recepcją Radisson Blue. W pokoju brak teczki czy kartki z informacjami o takich rzeczach. Wprawdzie napis na aparacie głosi co głosi, ale intuicyjne naciskanie klawiszy, z góry do dołu, nie przynosi żadnego efektu.

„Zadzwoń z komóry” – słyszę zza pleców. Złote myśli zawsze w cenie. Wybieram numer hotelu i czekam. Gdy w słuchawce słyszę męski głos, mówię co mnie sprowadza i skąd dzwonię. Okazuje się, że dodzwoniłem się do rezerwacji, więc zostanę przełączony. Oho, będzie dłuższa sprawa – myślę. Rozsiadam się więc na łóżku i wlepiam wzrok w czarną otchłań.
W hotelu Radisson Blu TV wskaże Ci drogę
Ogromny telewizor. Dobrze, skoro czekam, to zobaczymy co to „pudełko” mieści. Szybko ogarniam, że Netflixa czy HBO GO nie uświadczę.
Odkrywam również hotelowy system. A w nim informację, jak z analogowej słuchawki wywołać recepcję. Ciekawe, ilu ludzi wpadłoby na to, żeby tam szukać tej informacji.

Cały czas wisząc na linii, podnoszę słuchawkę, naciskam „0″ i…czekam. W końcu nawiązuję kontakt z recepcją i zwierzam się z nieobecności zestawu kawowo – herbacianego.
Po jakimś czasie subtelne pukanie w drzwi oznajmia przybycie obsługi.

Otrzymuję ekspres do kawy i garść kapsułek. Herbaty nie ma, ale skończyły się moje pokłady czepialstwa (w tym zakresie).
Kwestia herbaciano-kawowa w Hotelu Sobieski i tak na grubym minusie. Zwróciliście uwagę, że nie wspomniałem do tej pory o filiżankach. No tak, gdyż nie opiszę czegoś, czego nie ma. W efekcie znośną kawę popijamy – ja z szklaneczki do drinków, kolega z kieliszka do wina.
Dosyć późno odkrywam, że w łazience są szklaneczki do wody. I zdecydowanie lepiej nadawałyby się do ciepłych płynów, chociaż nie takie mają zadanie. Zanim jednak dojdziemy do łazienki
Po drodze słów kilka o czystości.
W pokoju jest wiele zakamarków, które jednak ze względu na usytuowanie są wyeksponowane na nasz wzrok. I nie grzeszą „połyskiem”. Wspominałem już, że otwieracz jest na stanie? Niestety otwieracz nie uratuje tego hotelu przed plamami na wykładzinie w okolicach łazienkowych drzwi.

Wykładzina być może nie jest brudna, ale nie sposób tego ocenić. Wolę założyć że jest po prostu „zjechana”, a nie w stanie, w którym brud zasymilował się na stałe z podłogą. To po pierwsze, po drugie drzwi do łazienki są rozsuwane, więc za otwieracz i tak by nie posłużyły.
Gdy już rozsuniemy przeszklone drzwi ukaże nam się
łazienka hotelu Radisson Blu Sobieski
Gdybym z niej nie wychodził i tylko po niej oceniał hotel, byłoby dobrze.
Jest czysto, nie za ciasno. Zestaw kosmetyków nie został nabyty w dyskoncie.

Zatem z tego miejsca korzystam chętnie i z przyjemnością. Jak stwierdził jeden z polskich stand-uperrów, cechą charakterystyczną polskich hoteli jest cieknący prysznic (niezależnie od kategorii). Jeśli miał na myśli słuchawkę to byłby pozytywnie zaskoczony. Nic nie cieknie. Cieknie za to tuż przy wylewce, co jednak nie sprawia dyskomfortu.

W hotelu trzeba też czasem popracować.
Warszawski hotel Radisson Blu nie proponuje miejsca w pokoju z myślą o pracujących podróżnikach. Ława (gdyż nie jest to biurko) jest nader przeciętnych rozmiarów i dominuje nad nią telewizor, co akurat nie jest szczęśliwym rozwiązaniem.

Lepiej, ażeby w czasie, gdy Ty płodzisz kolejny raport czy inne zestawienie, współlokator nie zapragnął czerpać z krynicy wiedzy np. Pana Stonogi. To nie będzie dobra mieszanka.
Tak kończy się dzień pierwszy, drugi ponoć będzie lepszy, bo rozpocznie się śniadaniem. Zachwalanym przez osoby, którym ufam.
Jak przepłacić za śniadanie?
Rankiem meldujemy się zatem w drzwiach hotelowej restauracji Marysieńka. To co widzę sprawia, że na chwilę zwalniam kroku. Słyszę spod maseczki „skrzydłowego”, w krótkich, żołnierskich słowach wyrażoną dezaprobatę.
Co tu się stanęło, rzekłby niejeden YouTubowy maniak. Nie, to się nie dzieje. Bufet praktycznie nie istnieje, dowiadujemy się, że posiłki wydają kucharze, do których trzeba ustawić się w kolejce. To właśnie kucharze w mojej opinii są jedynym jasnym punktem tego śniadania. Nie zraża ich żadne zamówienie, łącznie z takim, że mają nałożyć wszystko po kolei. Co kwitują szczerym „klasyka” czy „świetny wybór”, ciut rozluźniając atmosferę.
Niestety za tę cenę gimnastyka kucharzy nie wystarczy. Ja rozumiem, że pandemia. Ale skoro w innych hotelach to nie przeszkadza? A jeśli przeszkadza w Radisson Blue, to powinno znaleźć odzwierciedlenie w cenie. Chociaż może właśnie znajduje, bo śniadanie jest aktualnie nierozerwalną częścią każdej rezerwacji.
Wchodząc do hotelu można zauważyć taką reklamę

Wy już znacie odpowiedź. W mojej ocenie, zważywszy na kategorię i nie najniższy standard pokoju 6/10
0 komentarzy